Hossa i bessa, czyli ze słowniczka początkującego inwestora

Młodzi inwestorzy, często niedoświadczeni a jedynie posiadający określony kapitał, który chcą pomnożyć, nie znają się na rynku inwestycyjnym. Ślepo ufają bankowcom, którzy chcą sprzedać – owszem najlepszy produkt, ale dla banku, dopiero potem dla samego zainteresowanego. Aby nie dać się wyrobić, warto co nieco wcześniej poczytać, aby wiedzieć o czym rozmawiać. Do podstawowych pojęć inwestycyjnych należą dla proste słowa – znane wszystkim, ale nie przez wszystkich właściwie rozumiane. To hossa i bessa. Hossa, to oczywiście termin określający przyrost, dobrą passę, bessa to termin określający straty, niepowodzenie. Są jednak wyjątkowe sytuacje, kiedy terminy te nabierają zupełnie odmiennego charakteru i znaczenia. Dzieje się tak na przykład w przypadku tak zwanych funduszy inwestycyjnych mieszanych, zwanych inaczej zrównoważonymi. Ich istotą jest dwubiegunowe inwestowanie pieniędzy – zarówno w akcje jak i w obligacje. Z reguły odbywa się to w stosunku 60% dla akcji i 40% dla obligacji. Na obligacjach można zarobić znacznie mniej niż na akcjach, ale tez jednocześnie znacznie mniej stracimy. Dlatego też w czasie hossy giełdowej wzrost kapitału jest znacznie niższy niż w przypadku funduszy inwestujących wyłącznie w akcje, za to w czasie bessy, kiedy wszyscy tracą, właściciele akcji i obligacji w ramach zrównoważonego funduszu zyskują stabilność.

You can leave a response, or trackback from your own site.

Leave a Reply